Zauważyłam, że każdy autor przynajmniej w obrębie danego utworu ma swoją ulubioną frazę, którą powtarza jak mantrę z mniejszą lub większą częstotliwością. Ten paranoidalny paraleizm może ma za zadanie utrzymać wodzącą śpiewność tekstu, o której kiedyś pisałam, a może zachować spójność, jak biegnące z samego środka do zewnątrz nitki pajęczyny, na których opiera się cała dalsza konstrukcja.

Pojawia się to zarówno w książkach, które mniej mi się podobały, jak i w tych, które mnie zupełnie zadowaliły. I tak np. w Tam gdzie spadają Anioły Terakowskiej (baaardzo mi się nie podobała – przyp. aut.) namiętnie powracaja metafora dopełniaczowa o “czarnych koralikach oczu” ptaka, pod którego postacią krył się Vea – bliźniaczy, zły brat anioła stróża głównej bohaterki. Z kolei w Zapleczu Marty Syrwid postacie natrętnie oblizują usta, co sprawia wrażenie jakiegoś nomen omen natręctwa i wzmaga wrażenie “obleśności”. W esjach Aleksandra Jurewicza zebranych pod jednym tytułem jako Życie i liryka, mimo że pisane były w długim czasie i to w wystarczająco dużych odstępach, ciągle powraca “zwichnięta symetria”, jakby nazwanie czegoś tym imieniem było zaklęciem odczyniającym zły urok. W końcu u Pawała Huelle w przeczytanej wczoraj szczęśliwie automobilowej historii Mercedes-Benz (tu akurat dałam się ponieść gawędziarstwu) życie nieustannie “zatacza pętlę”. To jest bardzo ciekawe stwierdzenie, bo przez samo pojawienie się również tworzy pętlę w opowieści. Tak na marginesie: jedyną wadą tej książki, wadą, która naprawdę doprowadzała mnie do szału, było to, że nie mogłam po prostu przerwać tej lektury.

Zabieg interesujący, tworzy maniakalną osnowę.

Statystyki uprzejmie donoszą, że ktoś namiętnie poszukuje tekstów Wandy Bacewicz. Sama życzyłabym sobie, żeby dostępność tych trochę staroświeckich, “zbyt prostych” wierszy była większa, a już w ogóle ucieszyłabym się ze wznowionego i rozszerzonego o wiersze z kolejnych tomów wyboru “Czytelnika”.

Utwory z tomu Jasność i czerń są trochę słabsze niż te, które czytałam poprzednio, ale i tak wcale przy tym nie tracą  uroku. Specjalnie dla poszukujących zamieszczam wiersz o ofierze, jaką musimy ponieść, wikłając się w kompromisy miłości.

Wanda Bacewicz

***

Patrzę na ciebie
ale udaję że mój wzrok
ślizga się tylko
ponad twoją głową
a i ty patrzysz w bok
jakbyś bał się mego wzruszenia
i dopiero gdy cię pożegnam
skromnymi słowami
- no to bywaj
będę mogła być sobą -
coż że niosę kwiaty
ofiarowane mi przez ciebie
jakżeś daleki
ty którego każde drgnienie
jest dla mnie prawem
ty którego czułości
tak mocno pragnę

[w:] Wanda Bacewicz, Jasność i czerń, Wydawnictwo “Tower Press”, Gdańsk 2001

Chleb w jajku

Styczeń 21, 2010

“Trzeba sobie jakoś radzić z życiem.” – nie wiem od ilu osób to usłyszałam i nie pamiętam w jakich okolicznościach, ale mówili to chyba wszyscy i musieli powtarzać się często. Życie, które po etapie świeżości i zachwytu na drugi dzień staje się nie do przełknięcia, trzeba obtaczać w jajku jak czerstwy chleb i nazywać elegancko tostem francuskim. Przez chwilę znowu może będzie miało jakiś smak: inny, dziwny, ale dobry. Przez chwilę to znaczy dopóki nie ostygnie. A stygnie szybciej niż da się ugryźć.

Podsłuchane

Styczeń 12, 2010

Podsłuchane

– A co ja jestem?! – prychnęło Oburzenie.
– Wszystko tylko nie to… – jęczy Niechęć.
– To to znaczy co? – prosi o sprecyzowanie Niepewność.
– Nie wiem, ale po co ci to? – lekceważąco odpala Beztroska.
– Jak to po co?! – poczuwa się Powinność.
– To bez znaczenia. – odzywa się małomówna Akceptacja.
– Ja jej nie wierzę. – mówi ktoś, kto się nie przedstawia
i zawsze wchodzi w takich momentach.

Stuwatówka

Styczeń 10, 2010

Tekst napisał się kilka miesięcy temu, ale mógł skończyć dopiero dziś pod wpływem lektury wierszy Grzegorza Olszańskiego. Nie była to żadna bezpośrednia inspiracja rekwizytowa, ani estetyczna, ale jednak. Co mnie zaskakuje, kiedy czytam Olszańskiego? Upodobanie do metafory dopełniaczowej, której – moim skromnym zdaniem (imho) – autor przywraca dobre imię. Bardzo mnie tknęło na przykład “odkrywanie świata spod czapki niewidki słów“, trafne i niepsujące frazy. Świetnie kondensuje to, o czym można byłoby się nieźle rozpisać (i się rozpisuje), a i tak nie zawarłoby się wszystkiego, co zmieścił autor w przytoczonym zdaniu.

To na tyle z podziękowaniami. Wrócę jeszcze do Grzegorza Olszańskiego po przestudiowaniu całego w przewrotny sposób odziedziczonego wyboru.

W wierszu Stuwatówka chciałam zaakcentować, że mimo iż wiążę się z postępem, nie opuszczają mnie wątpliwości z nim związane (długi mojego męża są moimi długami). Boję się, że rozwój psychologiczny nie nadąża za rozwojem technologicznym, że nasze imponujące (!) zdolności pszystosowawcze okazują się niewystarczające.

Stuwatówka

Odkąd sny coraz chętniej wychodzą na jaw
(tak że nie dowierzają same przyrządy,
które właśnie dokonały przejawionych pomiaru)
tętna się jak kręgi na wodzie rozpływają
w mozolnym rzępoleniu maszyn.

Noc czerwona od lamp bywa tak rzadka,
że można ją rozetrzeć w palcach.

W odpowiedzi na pytanie
– na miejscu zabobonnej ciszy
i zamiast zwieszonej bezradnie głowy –
słowa wypowiadane z poczuciem,
że na nich możnaby podźwignąć Ziemię.

Wyniki, rezultaty i wykresy rzetelnie pracują
nad wykluczeniem boskiego wkładu,
kiedy cuda, święci, rzeczy niewidzialne
nie przekładają się jeszcze na wartości miarodajne.

Ale już niedługo. Wszystko zmierza
w jak najjaśniejszym kierunku.

Martwię się tylko o swoje oczy,
które razi światło zwykłej, i to
z impetem wycofanej  stuwatówki.

Jak zasuszone kwiatki są czyjeś zakładki niewytrząśnięte z książki przed oddaniem jej z powrotem do biblioteki.

Na wierszu o tym, jaki ładny jest świat, którego nie możemy osiągnąć, jaki jest ładny po drugiej stronie zamkniętych okien leży skrawek wskazujący na Zakład Medycyny Tropikalnej i opisujący zakażenie …tocystis hominis. Może to był wiersz rozczulający przepracowaną lekarkę, niemającą czasu na kino studentki jeszcze Akademii Medycznej w Gdańsku, która dziś jest już Uniwersytetem Medycznym? Może zatrzymał się tam, ktoś, kto wrócił z egzotycznej podróży “z pamiątką” pod skórą. Tuła się po świecie i nie może otworzyć żadnego okna. A może to kartka pierwsza lepsza, jaka była pod ręką? Zabrana z przychodni, bez żadnego znaczenia i związku?

Podkreślony ołówkiem “gorzki smak miłości” i koślawy podpis obok “systeztezja”, zamiast synestezja, którą nazywałam kiedyś małym obłędem, pomyleniem zmysłów, zdradzają uczennicę lub ucznia, przygotowującego się do sprawdzianu ze środków stylistycznych. W nielitościwym gimnazjum lub liceum.

Na pierwszej kartce wypisane numery stron do kserowania wybiórczej amatorki wierszy autorki. Sądząc po tekstach, kobiety spełnionej w miłości, w kwiecie wieku, ale i neurotyczki bojącej się panicznie przemijania. Może to ona zostawiła też zakładkę z czarnym piórem nakreślonym “a” przy wierszu “śmierć”? A  może to ktoś zupełnie inny.

I wreszcie ja w skupieniu czytająca te cudze życiorysy jak przypis do wierszy.

Poeta poecie wilkiem

Styczeń 5, 2010

Poklepują się po ramieniu, albo obrzucają wyzwiskami. Każdy ma swoją sforę, swoje zasady gry, swoją estetykę, która w gruncie rzeczy nie różni się w ogóle (poza zdaniem na ten temat samego wierszopisarza). Nie oszczędzają na niczym i nikogo. A mnie jest niepotrzebne zarówno skomlenie z podziwu, jak i kąsanie dla zabawy. Wolę być samotnym wilkiem, moi drodzy.

Kalectwo Tytanów

Styczeń 2, 2010

Ludzie szczerze współczują piszącym wiersze. Ubolewają w skrajnych przypadkach przy kimś innym, kto również zna poetę, tylko oczywiście nic nikomu. A jeśli się wypaple już, to nic do siebie.

Może mają rację. Może my jesteśmy w pewnym sensie niedorozwinięci, a może raczej pozbawieni czegoś, czego brak w ostatecznym rozrachunku na jedno wychodzi. Może to coś, co stawiało nas między bogami i ludźmi i bez czego jesteśmy słabsi od najsłabszych.

Nie można nam jednak odebrać tajemnic świata, które wcześniej zdradzono. A dawanie wskazówek jest jedyną szansą na wkupienie się w ludzkie łaski. Jest jedyną możliwą obroną.

Tytuł wiersza wyczerpuje treść wstępu :)

O niepodlegających dyskusji przyczynach niemożności zawarcia sojuszu płci

Byście sobie życzyli, panowie,
bym żądna przygód była,
śmiałe stroje bez względu
na miejsce i okazje nosiła
i mądra była najwyżej umiarkowanie,
a przy tym niewygadana.
Nie to w każdym razie
co inne panie.

A ja będę, proszę panów,
i zrzędzić, i wypominać, i docinać,
bo dajecie ku temu powody.

Na przykład nie bez znaczenia
dla każdej ze stażem żony
byłoby to jedno mniej spojrzenie
w kierunku młodszej rzucone.

O! a ile by zdziałał na rzecz porozumienia
naprawiony bez dopominania się
zawias u drzwi szafki!

Jakże wielki okazałby się wkład
dobrowolnego kursu z odkurzaczem
na przełaj mieszkania!

Niezastąpionym mógłby być gest
odstąpienia od oglądania przy piwie
powtórki meczu.

Zapunktowałoby niezaprzeczalnie
ugotowanie zupy jarzynowej,
niekoniecznie jadalnej.

Może żółte tulipany w wąskim wazonie
stawiane na stoliku tak cicho jak cicho rosły,
żeby nie zbudzić jej przed wyjściem do pracy.

Ale wy wolicie obrywać, łajdaki,
od pokoleń w zaparte twierdząc solidarnie,
że nie ma za co.

Adnotacja z 2 stycznia: “wkleiłam” ten wiersz na Nieszufladzie.pl, gdzie jego bezwierszowość mi wytknięto. Możliwości są trzy:

(1) wobec internetowej estetyki poezji, jaką oni znają i stosują, wiersz jest faktycznie bezwierszowy,

(2) tak się zaparłam przed jakąkolwiek estetyką, a zwłaszcza internetową, że ogołociłam swoje wiersze ze wszystkich możliwych artystycznych środków wyrazu, czyli “nie pozostawiłam na nich suchej nitki”, wyprułam z siebie całe piękno, pozostawiając surowe płótno, to jest treść manifestu,

(3) lub w bardzo niewidoczny i bezbolesny sposób skończyły się lata świetności, wyszłam z wieku lirycznego. Strumień wrażliwości nabrał niebezpiecznego rozpędu i rozsadził kruchą, mieniącą się formę poezji. Od tej pory nie będzie miał już siły zachwycania, ale porywania. Nie będzie sączył się wąską tamowaną strużką, ale rozleje się i podtopi niejedną wieś. Nie będzie też podziwiany, zamiast tego wzbudzi lęk. Zaczęły się ciemne lata dorosłości. Ciemny wiek prozy.

Funkcja Poezji

Grudzień 21, 2009

Przypomina się Dziewczyna z zapałkami Anny Janko.

Andrzej Bursa

Funkcja Poezji

Poezja nie może być oderwana od życia
Poezja ma służyć życiu

Gospodyni domowa powinna:
wytrzeć kurze
wynieść śmieci
wymieść spod łóżka
wytrzepać dywan
nakarmić dziecko
pójść po zakupy
podlać kwiatki
napalić w piecu
przyrządzić obiad
wymyć rondle
wypłukać szklanki
wyprać pieluchy
zaszyć spodnie
przyszyć guzik
zacerować skarpetki
zapisać wydatki

i jeszcze
zrobić
tysiąceinnychrzeczyok-
tórychniemamypo-
jęcia
a potem lektura wielkich romantyków
i lu-lu…