Fotomontaż na wieczorze autorskim
listopad 18, 2009
Na nic się zdaje intencjonalne przychodzenie w pojedynkę, aby z nikim nie wymieniać poglądów w najmniej odpowiednim momencie. Próżno też zajmować ostatnią ławkę, z której nie widać autora, a linia łącząca słuchacza z drzwiami jest najkrótsza.
Przysiadła się do mnie, grzecznie uprzednio pytając, mimo że odpowiedź była dla niej jasna. Poprosiła o kartkę. Do tego momentu nie wiedziałam, że w jej przerysowanych eye-linerem oczach być może po raz pierwszy, bohater wieczoru został postrzeżony w swojej obecnej postaci.
Rozczarowałam ją nieznajomością twórczości ucznia, mimo że to pisarz większego już formatu. Rozłożyła przede mną przedmiot dzisiejszego spotkania, z namaszczeniem cyzelując kształtne pismo w postaci dedykacji. Często ponoć te same litery na kartkach świątecznych odziewane są w złoto. Na kartkach, które poza tym pokpiwają sobie z jej wierzącej postawy, a przedstawiają zakonnice z dziećmi albo zakonnice oglądające Wenus z Milo. Mąż i znajomi zresztą pokpiwają trochę z jej zachwytu tym młodym mężczyzną, nazywają go żigolo.
“Pobudzają go rzeczy odrażające.” – i tu chudym palcem wskazuje mi fotografię chorego mężczyzny o fizjonomii zbliżonej do wymysłów stylistów zatrudnianych w horrorach. Ekfraza do tego zdjęcia była później czytana.
Po drodze gdzieś wypadło kilka informacji o hermetyczności jego wierszy, którą ona osobiście gani (powiedziała to jednak takim tonem, jakby chciała ją w y r ó ż n i ć), o Gośce Dobosz (wyjaśniłam jej, że to persona z Nieszuflady, na co napomknęła o jego pracowitości i że ona nic już nie wie z tym Internetem…), o Piotrusiu, z którym bohater jest już pięć lat, o genialnej pamięci (kiedy zwrócił uwagę, kto był na poprzednim spotkaniu), o talencie malarskim (sama zakupiła od niego niesamowity obraz), o młodzieńczych sukcesach. Bania z rewelacjami rozbita na samym początku sączyła się pomiędzy zawartością książki. Uśmiechałam się, potakiwałam, starałam udzielać odpowiedzi na gesty poszukujące wyrazów podzielania zarówno jej obserwacji, jak i humoru wywołanego tekstem.
Autora zdołałam zobaczyć w całej krasie, kiedy podszedł do swojej licealnej wychowawczyni. Wyglądał jak wyjęty z XIX wieku: surducik z cebulą w kieszeni. Nawet jego goście wyglądali jak poloniści, artyści, studenci filologii. Ciepła emerytowana nauczycielka, która zechciała otoczyć mnie płaszczem… właściwie nie mogę określić czego, nosiła bardzo elegancki zapach. Tylko ja byłam tam jak w fotomontażu: bez wyrazu, z unoszącą się nade mną nutą kompletnie nieudanych placków marchewkowo-cukiniowych.
[Jeszcze zdążył jej w słowo wejść, zanim się domknęło]
listopad 11, 2009
***
Jeszcze zdążył jej w słowo wejść,
zanim się domknęło,
czyli przed tym, jak lutnie w głosie
wydały cienkie jęki uwolnionych strun.
Co dawniej obróciłaby w żart,
teraz spada na nią
jak skamieniała chmura.
Uśmiech zbywa błądzeniem wzroku.
Z placów rąk wyplata wymówki.
Z powietrza wyciosuje stół stojący tak,
jak tamten wtedy stał -
i przedmioty drugorzędnej istotności.
A on bezprecedensowo wtargnął w to słowo,
w które zaraz potem wpadła i łza,
jak liść dopełniający nagość drzewa.
Hoccuspoccus abracadabracae
październik 23, 2009
Kolega z roku powiedział dziś, że brakuje mu moich wierszy o zabarwieniu biotechnologicznym. Także proszę bardzo: ze specjalną dedykacją.
Hoccuspoccus abracadabracae
To, powiedziawszy taktownie, rodzaj bakterii – idioty,
która (choć kompetentna) nie przyswoiła plazmidu.
Po takiej – jak się ją rzuci na głęboki antybiotyk,
to ani słychu, ani widu.
Słodka prawda o cukrze
październik 18, 2009
Kolorowe czasopisma, dyktując rewelacyjne diety, zastrzegają, że należy przy nich unikać soków, gdyż te są zwykle wysoko słodzone. Napędza to rynek, na którym producenci soków – aby już kompletnie na stracić klienteli – prześcigają się w wypuszczaniu do sprzedaży produktów słodzonych substancjami tj. dobrze znany aspartam, zarzekając się przy tym, że za słodkim smakiem soku stoją “same owoce.”
Prawda jest taka, że zwykła sacharoza jest jednym z najprostszych związków, jakie metabolizujemy. I – co też nie jest tajemnicą – węglowodany metabolizujemy w pierwszej kolejności. E951 – jak to ładnie i niewskazująco bywa nazywany w organizmie ludzkim rozkłada się na dwa naturalne aminokwasy, ale… z wytworzeniem metanolu (aż 0,1 g na 1g spożytego aspartamu!). Nikomu nie muszę chyba przypominać, czego uczono o tym alkoholu na lekcjach chemii i mimo że nie udowodniono związku spożywania aspartamu z nowotworzeniem, nie muszę przekonywać, że lekko się podtruwamy.
Poza tym mocno słodzone soki wolniej fermentują – wynika to z faktu, że bakterie przeprowadzające fermentację alkoholową pewnego stężenia cukru zwyczajnie nie przeżywają (ze względu na gradient). A zawsze taki sok można rozcieńczyć sobie w szklance z wodą.
Podałam tylko kolejny przykład tego, jak łatwo ludzie padają ofiarami mediów.
[Dla mojej bolesnej pamięci]
październik 16, 2009
Zgubiłam dziś w hipermarkecie swój ulubiony szalik. Nikt go nie znalazł, a może znalazł, ale nie odniósł obsłudze. Przepadł więc jeszcze jeden cichy świadek mojego bycia.
***
Dla mojej bolesnej pamięci
nie ma wspomnienia,
którego mogłaby nie zadać.
Wystarczą jej: słowo,
wieczór pachnący lipowo,
rozklejone czółenka.
Rośnie na nich
jak huba na pniu drzewa.
Z tym, że rośnie na nich –
żeruje na mnie.
Spływa ukradkiem do tętnic
ciemną, lepką goryczą
aż mechaniczny brzęk serca
zachodzi rdzą,
aż sny przesiąkają stęchlizną.
Nieskończony cień liści
roztrzaskuje się miarowo
miliardem nieuchwytnych smug.
[Wypiski z marginesów nieprzeczytanych wierszy]
październik 10, 2009
Trzy na krzyż tytuły klasyków w wydaniach wskazujących na zaawansowany rozkład i mnóstwo nowych, popularnych powieści – temu, co zastałam w bibliotece, do której grona czytelników dziś wstąpiłam, należy się parsknięcie śmiechem. Poczułam nagle, że nawet tu najważniejsze jest to, co się wszystkim p o d o b a. A może tylko jestem jak Zagajewski w wierszu o Tadeuszu Kantorze: “Myślałem o nim obojętnie, nieomal z wyższością, / jak ktoś, kto jeszcze niczego nie dokonał / i potępia niedoskonałość rzeczy już istniejących.” ?
Aby zaburzyć leciutko porządek tradycji, wpisuję dwa wiersze napisane jeszcze w wakacje o tamatyce niedalekiej powyższym uwagom.
***
Wypiski z marginesów nieprzeczytanych wierszy
wprost roją się od nieodnalezionych analogii.
Układają w jedno wielkie nie zdanie sobie sprawy,
jak bardzo świat nie przystaje
do mojego o nim mniemania.
Wszelkie uchybienia – wychwycone,
w szpetne kółko oznaczone
może zbyt błahym są powodem,
by zaprzątać nimi sumienie,
a mimo to rozgarniam kartki,
jakby w przeświadczeniu,
że gdzieś kiedyś zajaśnieć ma
najmniejsza wskazówka
nad tą uporczywą ciszą
w niepojętnym oka przeoczeniu.
Odczyt poświęcony Silentium quiescens
Na tle miasta wygląda jak gatunek rzadki,
albo nawet wytępiony, więc kiedy kogoś
nieroztropnie muśnie skrzydłem,
nikt nie baczy na względy wskrzeszonej.
Ginie, bo wyniszczały jej naturalne siedliska.
Półki regałów przeciosano na parkiety.
Drzewom pod korzenie wylano asfalt.
Myśli co i rusz zamiata ktoś niezręcznie
pod kawał ciężkiego brzmienia.
Ni się czym pożywić, ni jak przezimować.
Odnotowywanych jest jeszcze,
zgadza się, wiele okazów,
ale zdecydowana większość w rezerwatach,
a i tam dochodzi do jej uśmiercania
nieodpowiedzialnym chichotem
czy dzwonkiem niewyłączonego
przez nieuwagę telefonu.
Powiem teraz coś, co może was –
w których ustach wszystko – zaskoczyć,
a z całą już pewnością zastanowi.
Cisza ma naprawdę unikalnie niskie
wymagania życiowe.
Ja bez siebie i z sobą
październik 7, 2009
Liście z drzew opadają, a w gniciu pomagają im grzyby Alternaria i Cladosporium, których zarodniki najprawdopodobniej mnie uczulają. Stąd przez tydzień będę płaczącą królewną, bynajmniej nie z powodu tego, że mi smutno.
Mam chwile zwątpienia, kiedy wydaje mi się, że powinnam porzucić wielkie idee, którym się poświęcałam, a co za tym idzie – unieszczęśliwiałam, bo nigdy nie mogłam osiągnąć spełnienia. Lepiej by było osiąść na ziemi i zadowolić rzeczami niepokaźnymi, prostymi. Jestem zmęczona swoimi ambicjami, a jednocześnie bez nich, mam wrażenie, że czułabym się skończona.
Nasz profesor od biologii molekularnej dał nam dziś kilka wskazówek, jak być dobrym biotechnologiem:
(1) trzeba szybko rozumieć pewne zależności, ale zarazem nie myśleć zbyt schematycznie;
(2) nauka bierze się po trosze z lenistwa – ludziom nie chce się czegoś robić, więc… kombinują, jak to obejść;
(3) trzeba mieć swoje marzenia (!);
(4) być w sporej mierze artystą
A tak bardziej poetycko to powiedziawszy, słowami Schillera:
Musisz uciec od nacisku zdarzeń
W cichą serca twojego świątynię:
Wolność jest jedynie w kraju marzeń,
Piękno w pieśni zakwita jedynie.fragm. Początku nowego stulecia w tłum. Mieczysława Jastruna za: http://poetica.freehost.pl/wiersze3.pdf, s.73
Dwie filozofie
październik 2, 2009
Zanim wezmę sobie na tydzień techniczny urlop, pożegnam się jeszcze wierszem traktującym o tym, dlaczego nie możemy liczyć na pamięć i sławę, postępując wedle tego, co Pan Bóg przykazał. Nie liczy się bowiem, czy nasze czyny są dobre, czy złe, ale… czy są wystarczająco sensacyjne. Książkowy przykład literacki: Herostrates, historyczny – Hitler, współczesny: wiele.
Dwie filozofie
Chmury patrzą na nas z góry.
Nie przeszkadza im ciekawski wzrok,
co nie wyklucza tego, że chmury
z natury raczej płochliwe są.
Upatrzysz sobie jakąś, a ta
już weźmie kudły za pas i zamiast źrebaka
na niebie widzisz zapałkę.
Kamienie zaś uchodzą za niewzruszone:
nie przenikają ich zielone cienie traw,
nie zaprząta czas w cierpliwości i uporze
przypominający cichą zbrodniarkę – wodę.
Leżą ostentacyjnie znudzone,
zdobywając się ze swojej strony
co najwyżej na małą złośliwość:
z nóg zwalają ludzi, biegnących w uniesieniu
niepohamowanej radości lub strachu.
I te, i tamte przetaczają się z taką powagą,
jakby komunikowały, że nie będzie zbawionych,
nie będzie potępionych, tylko sami tacy, jak one.
Łączy te dwie filozofie nawet,
że zarówno jednym, jak i drugim
obce są dziwaczne ludzkie
przeczucia, niepokoje i obawy.
Traktat o obieraniu szczotek
wrzesień 30, 2009
Oczywiście nikt nie prowadzi statystyk, jak wielu Polaków nie decyduje się na okresowe obieranie szczotek, pozwalając tym samym obrastać przedmiotowi w kudły (że o zarazkach nie wspomnę) i ilu z nich wnioskuje na tej podstawie o zwiększającym się zatrważająco tempie wypadania włosów (który jest w rzeczywistości przyrostem masy żmutowej w określonym postępie). Wielu zdziwiłoby się pewnie, że szczotki trzeba obierać. Przekonałam się o tym na przykładzie moich znajomych, a ponieważ nikt mnie z błędu tego nie wyprowadził, postanowiłam to przekonanie rzetelnie w sobie pielęgnować.
Tym niemniej, obieranie szczotek rozwiązuje przynajmniej problem łysienia.
Dla zainteresowanych! Istnieją dwie techniki obierania:
(1) pierwsza najbardziej rozpowszechniona (dziwnie to brzmi) polega na bezładnym wyszarpywaniu palcami włosów spomiędzy szczecinek szczotki i jest stosowana przez absolutnych nowicjuszy,
(2) w odróżnieniu do drugiej stosowanej przez nauczonych żmudnymi (czy też w tym przypadku można powiedzieć “żmutnymi” ) doświadczeniami obieraczy. W tej metodzie pomocą służy grzebień, którym przeczesujemy sczecinki szczotki w kierunku do nich prostopadłym.
Nie cierpię się pakować! Porządki przy tym robione mnie wyczerpują. Skądinąd jednak także i bawią.
Pośród niebagatelnego dorobku mojej pracy twórczej, powstałego w czasie gdy zobowiązana byłam do przyswajania wiedzy, znalazła się propozycja przebiegu ewolucji mózgu: “mózg -> musk -> muskuł.” Schemat krótko przedstawia jak niechlujstwo umysłowe i zaniechanie dbałości o szczegóły doprowadza do zidiocenia poprzez hołdowanie niewłaściwym priorytetom. Moi rodzice pytają, co się dzieje ze współczesną młodzieżą, której nie chce się kompletnie nic. Pozwolę tu w odpowiedzi znowu przytoczyć swój publikowany w prasie wiersz (Posthistorię): “Mamy osobowości luster – jesteśmy tym, co odzwierciedlamy.” Jeśli czyimś światem są głupie czasopisma dla nastolatek i kultura masowa, nie promująca odpowiednich wartości albo gry komputerowe, w których nie ma nic poza przemocą, czego oczekiwać od takiej/takiego w życiu?
Szczerze liczę na to, że ktoś w końcu się “postawi” i zada kłam medialnej nagonce na nas samych. Powstanie jakiś Antymedialny Kolektyw Młodych, demaskujący nadużycia tej Czwartej Władzy.
Sprawa mięsa sprzed 26 lat… Żaden z reporterów TVNu nie pofatygował się sprawdzić, co oznacza, że mięso było LIOFILIZOWANE i jakie właściwości ma taka żywność. Po komunikacie z małopolskiego SANEPIDu obwieszczającym, że mięso jest dobre, nie zawiera żadnych chorobotwórczych drobnoustrojów, na forum internetowym pojawiły się wpisy lżące pracowników stacji, w treści m. in. podważające ich kompetencje lub oskarżające o korupcję. Żałosne jest, jak ci bezmyślni i niedoinformowani Internauci dali się tak zmanipulować medialnej wizji.
Apeluję! chociaż wiem, że mój głos tutaj to wołanie w próżnię, ale… miejmy własne zdanie i nie przyjmujmy bezkrytycznie tego, co serwują nam programy czy to informacyjne, czy rozrywkowe. Nie równajmy w dół! Nie kupujmy głupoty i tandety, a wtedy może ta cała machina do prania mózgów straci na rozpędzie.