Może nie będę rozwijać tego tematu
Grudzień 3, 2011
Weekend to jedyny moment, kiedy mogę przybrać ludzką postać. Na twarzy odmalowuję sobie zachwycającą śliczność, przylepiam uśmiech i paraduję przez miasto, komunikując światu: “Patrz, jaka jestem wspaniała! Jaka uwagigodna!” W Świątyniach Zbytku przekopuję sterty dizajnerskich szmat, rzadko kiedy coś nabywając. Z pobliskiej mgławicy produktów wynoszę herbatę, papier do pieczenia i dwie papryki w promocyjnej cenie. Objuczona jak nieboskie stworzenie wlokę się (co za pomysł zakładać na zakupy buty na obcasach!) do dusznego pokoju w akademiku. Dogłębnie niezauważona i tym faktem urażona wchłaniam ryż, schabowego – na którego, jak nigdy dotąd mam ochotę – i rozczarowująco kwaskowatą surówkę. Dżastina trajkocze coś pod nosem, utrudniając relaks przy ulubionym kulinarnym szoł. Gosia przychodzi do mnie już tylko po suszarkę do prania i wiem, że to przeczyta. Tak! To jest poważny zarzut! Jak wszystkie z mojej strony… Cholera, czy naprawdę nikogo nie ma w tej rzeczywistości!? Czy może ja gdzieś odleciałam na bezludną wsypę Schizofrenię? Dobrze, że nie czuję się na siłach, bo wstałabym i wypieprzyła przez okno krzesło, na którym właśnie siedzę. W labie sprzątnęła wszystko z blatu jednym zamaszystym ruchem ręki. Zawsze za daleko, za zimno, za późno. Zawsze muszę, a co z?, chyba żartujesz? Prezentacje, zumby, PhD. Powoli zaczynam czuć się nieswojo z czyjąkolwiek obecnością. Walcie się. Albo wracajcie.
Grudzień 9, 2011 at 10:25 pm
Myślisz że jak mi nie odpiszesz na smsa to tak łatwo Ci odpuszczę?